Polska z energią

Prof. Ludwik Dobrzyński: Pomiędzy strachem i badaniami

Piątek 10 maja 2013

Przezwyciężenie strachu to jedyna szansa na dalszy rozwój. Spójrzmy na wynalezienie ognia. Nietrudno sobie wyobrazić jakie spory wybuchły pomiędzy jego zwolennikami a przeciwnikami. Zalety ognia okazały się dużo ważniejsze od jego zagrożeń a jego przeciwnicy musieli wrócić do swych zimnych u wilgotnych jaskiń, w których czekały na nich posiłki przyrządzone z surowych składników. Choć brzmi to jak bajka to jednak dziś mamy do czynienia z analogicznym mechanizmem w kontekście fizyki jądrowej i promieniowania jonizującego.

Grupy przeciwników energetyki jądrowej straszą nas nieustannie zgubnym wpływem promieniowania. Co więcej – obawy te są nakręcane przez doświadczenia zimnej wojny i ówczesnej groźbie zagłady nuklearnej. Wspólnie z ekspertami ds. promieniowania jonizującego uważamy takie działania za wielce szkodliwe i dlatego postanowiliśmy im przeciwdziałać. Wspólnymi siłami z Wadem Allisonem z Uniwersytetu Oxford, Mohanem Dossem ze szpitala onkologicznego Fox Chale w Pensylwanii, Ludwigiem Feinendegenem z Uniwersytetu Heinricha-Heinego w Dusseldorfie i moim stworzyliśmy międzynarodowy zespół naukowców (Scientists for the Public Understending of Radiation), który postawił sobie ambitny cel – stanowić zaplecze eksperckie w toczącej się dyskusji na temat wpływu promieniowania jonizującego na codzienne życie. Uważamy, że promieniowanie jonizujące, tak jak kiedyś ogień, zasługuje na szerszą akceptację w opinii publicznej i wymaga większej edukacji w zakresie jego bezpiecznego wykorzystania. Co więcej, sprzeciwiamy się szerzeniu fobii społecznych w tym zakresie, uważając, że jest ona szkodliwa nie tylko dla nas, ale również dla medycyny, gospodarki jak i całego rozwoju cywilizacyjnego.

Tak jak ogień tak i promieniowanie jonizujące może być pomocne i zdrowe, może być również szkodliwe. Jak słusznie zauważył to już pięć wieków temu Paracelsuss, lekarz i botanik: „Wszystko jest trucizną, nic nie jest trucizną. Wszystko zależy od dawki”. Każdy się zgodzi, że ogień, temperatura, ćwiczenia fizyczne jak i wiele innych zjawisk, w tym także promieniowanie jonizujące, w odpowiedniej ilości przynoszą skutki dobroczynne, natomiast w dawkach za dużych są szkodliwe. Skoro w wymienionych wyżej zjawiskach uważamy to za normalne, to dlaczego wciąż traktujemy inaczej promieniowanie jonizujące?

Stosowane obecnie przepisy dotyczące ochrony radiologicznej (a więc dotyczące promieniowania jonizującego) zdają się nie zauważać tego oczywistego faktu. Wciąż hołdują zasadzie aby narażenie populacji utrzymywać na poziomie „tak niskim jak to rozsądnie osiągalne”. Czy tak postępujemy z ogniem? Czy tak podchodzimy do temperatury? Nie! Wynikiem stosowania takich przepisów jest narzucenie limitów WIELE TYSIĘCY RAZY NIŻSZYCH niż dawki, które bezpiecznie stosowane są w radioterapii i SETKI RAZY NIŻSZYCH od dawek otrzymywanych ze źródeł naturalnych (np. skorupy ziemskiej) przez ludzi mieszkających w niektórych regionach świata!

Przepisy stosowane w ochronie radiologicznej są więc odpowiedzią na fobię społeczną a nie na jakiekolwiek dające się naukowo udowodnić zagrożenie. Szkodliwe skutki tych przepisów widać na przykładzie awarii elektrowni jądrowych. Fukushima – nikt nie zmarł na skutek promieniowania jonizującego uwolnionego po awarii, a w wyniku zarządzonej zgodnie z przepisami ewakuacji odnotowano ponad 1000 dodatkowych zgonów (których przyczyną był stres w związku z pospiesznie prowadzoną ewakuacją). Wydane rozporządzenia w sprawie maksymalnych dopuszczalnych poziomów radioaktywnych skażeń żywności były tak rygorystyczne, że według nich należałoby zjeść tonę maksymalnie skażonej żywności aby narazić się na dawkę mniej więcej równą tej otrzymywanej podczas jednego badania CT! Co więcej, w marcu 2013 roku podjęto decyzję o zamknięciu wszystkich elektrowni jądrowych w Japonii, co spowodowało niedobory energii i wyrównywanie ich importem i spalaniem paliw kopalnianych. To rodziło daleko idące konsekwencje dla gospodarki I środowiska tego kraju. Także rządy m. in. Niemiec, Włoch i Szwajcarii podjęły podobne decyzje o wycofaniu się (w różnych skalach czasowych) z energetyki atomowej. Bardzo prawdopodobne, że ze względu na gospodarcze i klimatyczne skutki tych decyzji przyszłe pokolenia ocenią je kiedyś jako reakcje lekkomyślnie i nazbyt ostre.

Promieniowanie jonizujące jest zjawiskiem dobrze poznanym i zbadanym przez naukowców. Cząstki, które są składnikiem promieniowania (alfa, beta, gamma, X) są samoczynnie wysyłane (emitowane) przez niestabilne (radioaktywne) jądra atomów, z których bardzo wiele występuje w naturze (są starsze niż Ziemia). Co ciekawe natura nie wyposażyła nas w zmysły rejestrujące ich działanie. O ile np. odczuwamy drobne zmiany temperatury i potrafimy się przed nimi chronić, o tyle nie mamy żadnych mechanizmów informujących nas o dawkach promieniowania. A oba te zjawiska są przecież „stare jak świat”. Jeśli natura nie wyposażyła nas w zmysły reagujące na obecność promieniowania jonizującego, widocznie nie było to tak potrzebne dla naszego przeżycia.

Mówiąc o promieniowaniu jonizującym zaufajmy więc nauce i nie poddawajmy się bezmyślnej fobii. Tylko w ten sposób możemy dalej rozwijać nasze społeczeństwa.
Facebook