Poznaj atom

Radiofobia – czy jest się czego bać?

Piątek 02 sierpnia 2013

Człowiek, jak każdy organizm ze świata zwierząt, jest sterowany przez pierwotne instynkty. Do tych instynktów należą m.in. zaspokajanie głodu, utrzymywanie ciepłoty ciała, inne potrzeby fizjologiczne, dążenie do reprodukcji oraz unikanie zagrożeń. W dawnych czasach zagrożeniami były dzikie zwierzęta, stąd nawet dziś boimy się lwów, tygrysów, wilków, niedźwiedzi, a nawet pająków i owadów. Strach – przed tym co znane i przed tym co nieznane – ma nam pomóc w przetrwaniu zarówno pojedynczych osobników jak i całego gatunku. Czasami jednak strach może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.


Współczesna psychiatria stworzyła bardzo obszerny katalog lęków. Ludzie mogą bać się wszystkiego – pająków (arachnofobia), małych i ciasnych pomieszczeń (klaustrofobia), dużych wysokości (akrofobia, potocznie zwana „lękiem wysokości”), a nawet tego, czego nie widać i czego nie da się odczuć żadnym zmysłem – promieniowania jonizującego (radiofobia). Radiofobia jest niestety bardzo powszechna w społeczeństwie, nieco częściej u kobiet niż u mężczyzn. Ciekawy jest fakt, że osoby panicznie bojące się promieniowania jonizującego nigdy go nie widziały i fizycznie nie odczuły, chociaż stale są na nie narażone. Radiofobia nie jest lękiem wrodzonym, w przeciwieństwie do większości innych fobii. Jest ona efektem mylnych wyobrażeń i tworzenia zafałszywego obrazu świata na podstawie przeinaczonych, nieprawdziwych czy źle zrozumianych informacji, docierających do odbiorcy za pośrednictwem mediów lub innych osób (efekt plotki).

Przed odkryciem promieniowania jonizującego człowiek nie bał się tego zjawiska. Nie wiedział o nim, gdyż taka wiedza nie była mu do niczego potrzebna. Promieniowanie zawsze było częścią natury i częścią człowieka. Dawka jaką człowiek otrzymuje w ciągu roku od źródeł naturalnych, czyli z gleby, powietrza, pożywienia, wody, wynosi 2,4 mSv na terenie Polski. W innych miejscach na świecie może być znacznie, wyższa, np. w Finlandii średnio ponad 5 mSv, na plaży Guarapari w Brazylii 175 mSv, a w miejscowości Ramsar w Iranie – 260 mSv.

W każdej sekundzie w ciele człowieka dochodzi do kilkuset rozpadów jądrowych. Dzieje się tak za sprawą obecności czterech izotopów promieniotwórczych: potasu K-40, trytu (izotop wodoru) H-3, węgla C-14 i rubidu Rb-87. W tym samym czasie przez ciało człowieka przenika ok. 15 000 cząstek promieniowania jonizującego.

Radiofobia na masową skalę pojawiła się po II wojnie światowej, gdy media pokazywały ofiary bombardowań jądrowych Hiroszimy i Nagasaki. Zdjęcia przedstawiały osoby z poparzeniami popromiennymi. Pojawiały się też informacje o zapadalności na nowotwory, choć badania tego nie potwierdziły.

Na początku lat 70-tych pojawił się w krajach zachodnich ruch antyatomowy, który wyrósł z protestu przeciwko wyścigowi zbrojeń jądrowych w trakcie zimnej wojny. Wchodzące w jego skład organizacje pozarządowe oraz pojedyncze osoby wykorzystywały wrodzone skłonności człowieka do strachu i siłę emocji do zniechęcania społeczeństw do energii. W tym okresie energetyka jądrowa w ludzkiej świadomości została nierozłącznie powiązana ze zbrojeniami atomowymi, co później mobilizowało je do występowania przeciwko przemysłowi jądrowemu. W Niemczech (RFN), USA, Belgii, Holandii wielotysięczne tłumy protestowały przeciwko budowie nowych elektrowni, bądź domagały się zamknięcia już istniejących. Ludzie powszechnie obawiali się, że rozbudowa energetyki jądrowej będzie prowadziła do eskalacji zbrojeń lub wierzyli, że elektrownie jądrowe są po prostu szkodliwe. W RFN próbowano przez dwie dekady przekonać społeczeństwo, że promieniowanie jonizujące nie jest niebezpieczne samo w sobie, gdyż jest częścią natury i częścią człowieka. Niebezpieczna może być jedynie wysoka dawka. Ludzie jednak nie chcieli tego słuchać. Efekt był taki, że zablokowano budowę wielu elektrowni jądrowych, a po awarii w Fukushimie rząd federalny – w walce o głosy antyjądrowo nastawionych wyborców – zdecydował o likwidacji energetyki jądrowej do 2023 roku. Koszty zastąpienia niemieckich elektrowni jądrowych elektrowniami węglowymi i róznymi rodzajami odnawialnych źródeł energii, a także importem energii elektrycznej z krajów sąsiednich, szacuje się obecnie na 1,0 – 1,7 biliona EUR.

W psychologii znany jest mechanizm dominacji strachu nad racjonalnym myśleniem, który wynika początków naszej ewolucji – człowiek, który stanął w obliczu zagrożenia (np. ataku dzikich zwierząt) musiał działać szybko, gdyż nie było w takich sytuacjach czasu na spokojne analizowanie sytuacji i szukanie optymalnych rozwiązań. Za szybką, przedracjonalną reakcję w naszych mózgach odpowiada tzw. ciało migdałowate. Przed drapieżnikiem należało uciekać lub bronić się (do czego potrzebna jest siła, spryt i wola walki, a nie chłodne kalkulacje). Mechanizm strachu spełniał swoją rolę 20 tysięcy lat temu, ale w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez błyskawiczny rozwój technologii, tego typu reakcje przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. Protesty przyczyniły się do zahamowania rozwoju nowoczesnej i innowacyjnej branży przemysłu, wygenerowania strat dla gospodarki na skutek przerwania budowy już rozpoczętych obiektów i zamknięcia tych do tej pory pracujących.

Strach przed promieniowaniem doprowadził do tego, że zmieniono nawet nazewnictwo procedur medycznych, na przykład „magnetyczny rezonans jądrowy” (nuclear magnetic resonance) zastąpiono „rezonansem magnetycznym”(magnetic resonance), choć to badanie i tak nie ma nic wspólnego z promieniowaniem jonizującym. Symbol tzw. koniczynki oznaczający źródło promieniowania jonizującego stał się synonimem zagrożenia i niebezpieczeństwa, co oczywiście jest słuszne z punktu widzenia ochrony radiologicznej i skutecznie nie dopuszcza do sytuacji przypadkowych narażeń osób postronnych, ale z drugiej strony powoduje paniczny przesadny lęk, również przed procedurami medycznymi z użyciem promieniowania jonizującego.

Radiofobię pogłębia w dużym stopniu powszechny brak wiedzy i słaba obecność tematyki promieniotwórczości w szkołach. Oczywiście elementy tego zagadnienia są zapisane w podstawach programowych szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, ale ich realizacja zależy od dyrekcji szkół i nauczycieli. Realia polskiego szkolnictwa są takie, że o promieniotwórczości naucza niewielu. Problem był przez wiele lat bagatelizowany, gdyż nie ujawniał się często – z reguły tylko w momentach pojawienia się plotki o rzekomej awarii w elektrowni jądrowej przy granicy z Polską lub podczas kolejnych rocznic Czarnobyla. Ale gdy już się ujawniał szkody społeczne były ewidentne: w kwietniu 2009 r. dyrektor jednej ze szkół w woj. lubelskim przerwał zajęcia lekcyjne i zamknął szkołę ze względu na „zagrożenie radioaktywną chmurą z elektrowni jądrowej na Ukrainie”. Policja dotarła do źródła plotki, którym okazał się młody lekarz z jednego z lubelskich szpitali (!). Z kolei w marcu 2011 r. do Państwowej Agencji Atomistyki zaczęły dzwonić tysiące ludzi z pytaniem czy mają już sobie zrobić zapas płynu Lugola, a jedna z matek rozpłakała się do słuchawki krzycząc że „zabiła swoje dziecko, bo nie zabrała go w porę z placu zabaw” (to znaczy przed nadejściem nad Polskę radioaktywnej chmury z Fukushimy). Koniec lipca 2013 roku to kolejny wybuch paniki, która tym razem miała swoje źródło prawdopodobnie w województwie świętokrzyskim. Przykłady można mnożyć.

Przypadek Czarnobyla jest o tyle istotny, że w Internecie, prasie i telewizji często można zobaczyć zdjęcia dzieci z wrodzonymi wadami rozwojowymi (np. brak kończyn lub ich deformacja). Niektóre osoby i organizacje pozarządowe twierdzą, że jest to efekt mutacji spowodowanych promieniowaniem uwolnionym w czasie awarii w elektrowni. Tymczasem, jak wskazują badania epidemiologiczne, odsetek tzw. żywych urodzeń z wadami rozwojowymi wynosi 6%. Dzieci bez rąk rodziły się na długo przed pojawieniem się pierwszych elektrowni jądrowych. Okazało się, że budowany przez lata strach przed zmianami genetycznymi powodowanymi przez promieniowanie jonizujące, doprowadził do przeprowadzenia setek nieuzasadnionych aborcji w Europie środkowo-wschodniej!

Obawy przed promieniowaniem ujawniły się również w chwili rozpoczęcia realizacji rządowego programu energetyki jądrowej. Niektóre osoby protestujące przeciwko budowie elektrowni jądrowych w Polsce powołują się na zagrożenie jakie – ich zdaniem – te obiekty powodują. Tymczasem dawka jaką można otrzymać przebywając przez cały rok tuż przy ogrodzeniu elektrowni jądrowej (na granicy tzw. strefy ograniczonego użytkowania) wynosi nie więcej niż 0,001 mSv, to jest 10 razy mniej niż dawka otrzymana podczas tygodniowego pobytu w górach i 60 razy mniej niż dawka otrzymana podczas przelotu samolotem na trasie Warszawa – Nowy Jork – Warszawa. Pomimo tego, na całym świecie dąży się do minimalizacji dawek pochłanianych przez człowieka podczas eksploatacji elektrowni jądrowych – w imię hipotezy LNT (linear-non-treshold, która nigdy nie została potwierdzona) i założenia, że każda, nawet najniższa dawka jest szkodliwa. Redukcja narażenia jest technicznie możliwa, ale wielu ekspertów stawia pytanie czy tego typu działania są zasadne. Pod koniec lat 90-tych w USA obliczono, że hipotetyczne uratowanie jednego życia ludzkiego (straconego na wskutek eksploatacji elektrowni jądrowej) poprzez przesadne ograniczanie narażenia (wynikające z hipotezy LNT) kosztuje 2,5 mld USD.

Na bilans bezpieczeństwa energetyki jądrowej nie wpłynęły w znaczący sposób nawet dwie wielkie awarie jądrowe – w Czarnobylu i Fukushimie. W przeliczeniu na moc zainstalowaną i wyprodukowaną energie elektryczną energetyka jądrowa nadal pozostaje najbezpieczniejszym źródłem energii, co potwierdza zestawienie (tabele nr 1 i 2 do pobrania).

Czy zatem należy bać się promieniowania? Na pewno powinno się postępować ostrożnie z każdym jego źródłem, które może spowodować przyjęcie przez człowieka dużej dawki. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy odrzucać pokojowe wykorzystanie energii jądrowej, gdyż korzyści jakie do tej pory dzięki niej odnieśliśmy bardzo trudno byłoby oszacować. Same tylko korzyści gospodarcze sięgają zapewne biliardów EUR. Dobrą analogią może być ogień, bez którego trudno byłoby sobie wyobrazić rozwój cywilizacji, ale z którego należy korzystać rozumnie i z dużą ostrożnością.

Ilustracja: Randall Munroe,   http://xkcd.com/radiation/  
Facebook